Dziennik Bólu
Opisując wszystko to, co przeczytacie poniżej, nie szukam poklasku ani nie próbuje zwrócić na siebie uwagi. Bardzo długo biłem się z myślami czy, aż tak się uzewnętrznić wrzucając to do sieci.
Zdaję sobie sprawę, że wiele osób odbierze to bardzo negatywnie i dostanę wiele "miłych" komentarzy.
Publikuję to, bo mam nadzieję, że chociaż jednej osobie ten wpis pomoże i pokaże, że warto walczyć i wierzyć do końca.
To nie będzie fajna, wesoła historia.To nietypowa historia człowieka, który przeszedł piekło, stracił prawie wszystko a mimo to...
Sobota
Przez cały dzień nie wziąłem ani jednej tabletki tramalu.
Był to pierwszy taki dzień od...
Nie jestem w stanie powiedzieć czy to był rok, czy może dwa lata. Jeszcze wczoraj wziąłem 5 tabletek, a mimo to budziłem się w nocy z przeraźliwym krzykiem. Błagałem Boga, aby ten dzień się tylko skończył. Nie miało to żadnego znaczenia, że dopiero się zaczął.
Gdy zbliżał się wieczór, myślałem, że już tego nie wytrzymam. Czułem przeraźliwy ból. Leżałem na podłodze, trzęsąc się jak narkoman.
Starałem się oddychać, zagłuszać ból na wszystkie znane mi sposoby, aby nie zwariować, żeby tylko przetrwać.
Jeszcze trochę, jeszcze chwila i zasnę, skończy się kolejny dzień, kolejny pieprzony dzień. Wyczekuję tego, chociaż wiem, że jutro nic się nie zmieni. Nie mam już żadnej nadziei.
Sekunda trwa jak minuta, minuta jak godzina, godzina trwa jak wieczność.
Przez zaciśnięte zęby powtarzam sobie "jeszcze chwila, wytrzymasz"
Niedziela
Otwieram oczy i spoglądam w sufit. Leżę kilka minut bez ruchu, modląc się, aby dziś coś się zmieniło. Tylko co? Spróbowałem wszystkiego, lekarze nie potrafią mi pomóc. Wszyscy postawili na mnie krzyżyk. Wspiera mnie rodzina i najbliżsi przyjaciele.
Nie liczę dni ani godzin, tylko minuty bez przeraźliwego bólu, każda minuta to walka o przetrwanie... Dlaczego mnie tak napierdala? Dlaczego? To pytanie zadaję sobie codziennie, czekając na odpowiedź, która nigdy nie nadejdzie.
Małe kroczki, jeszcze jeden, jeszcze tylko jeden krok i ten dzień minie. Będę mógł zasnąć...
Poniedziałek
Kilka tygodni temu psycholog doradził mi, abym spróbował medytacji. Nie wierzę w takie rzeczy. Brzmiało to dla mnie jak sekta, kolejna "dobra" rada, ale nie zostało mi nic innego, co mogłoby pomóc. Spróbowałem, mimo że nie wierzyłem. Obiecałem sobie, że będę praktykował przez 8 tygodni, co by się nie działo. Wtedy będę mógł powiedzieć, że to kolejna rzecz, która gówno dała.
Wtorek
Kolejny dzień bez tramalu to już trzeci. W głowie mam myśli typu" zaraz na pewno skończy się ta dobra passa, zaraz znowu wszystko zwali mi się na głowę"
Początek dnia wcale nie wskazywał na to, że może być dobrze. Słowo "dobrze" nie jest tu do końca właściwe. W tym momencie jest źle albo bardzo źle. Dlatego chciałbym, żeby dziś było tylko źle.
Poranki czasami bywały lepsze. Dlaczego dziś jest taka pieprzona katastrofa? Próbowałem się wyciszyć, założyłem słuchawki na uszy i starałem się oddychać.
W kolejnych godzinach, gdy ból narastał, znowu spróbowałem wyciszenia. Czułem ból, ale inaczej niż zwykle. Powiedziałbym, że coś mi się w "głowie przestawiło", ale wtedy zamknęliby mnie w szpitalu psychiatrycznym.
Nie umiem opisać, co się zmieniło, jest inaczej. Czuję ból tak samo mocno, ale zarazem inaczej. Potrafię go momentami wyciszyć. Czy brzmię, jakbym był obłąkany? Tak, właśnie tak to brzmi. Nie zmienia to faktu, że czuję się minimalnie lepiej.
Oddałbym wszystko, żeby wytrzymać chociaż tydzień, jeden tydzień... Jeden pieprzony tydzień bez tramalu. To byłoby coś fantastycznego, ale o czym ja myślę, zaraz się skończą marzenia...
Dziś...
To wyjątkowy dzień, dlatego opiszę go bardziej niż inne. Co w tym dniu takiego wyjątkowego, czym się różni od innych? Niczym i wszystkim. Codziennie po pracy żona okłada mnie lodem, żebym poczuł się lepiej. Pracuję wyłącznie leżąc, ale zajebiście się cieszę, że mogę to robić zdalnie.
Biorę leki narkotyczne jak tik taki, które powaliłyby konia. Biorę mnóstwo innych leków w maksymalnych dawkach, których nawet nie zwiększę, bo organizm więcej nie przyswoi. Tego raczej nie zmienię, ale mimo ogromnych kryzysów, ataków, krzyku i płaczu, walki, żeby wstać z łóżka, żeby wytrzymać w pracy 5 minut więcej, zdarzyło się coś, co było nierealne.
Gdy zaczynałem mój dziennik i doszedłem do momentu pierwszego dnia bez tramalu, liczyłem pod nosem" chociaż jeszcze jeden dzień" gdy były już 4 marzyłem o tygodniu, później dwóch tygodniach. Gdy to piszę mija 200 dzień bez tramalu... I doskonale wiem, że rano może być potrzebny, ale założeniem było wytrzymać dwa dni bez tramalu....
Czy dałbym radę, gdyby nie urodziła mi się córeczka? Wątpię.
Ona była i jest dla mnie ratunkiem, rodzajem drugiej szansy, kimś niezwykłym, kto podał mi malutką rączkę i powiedział "walcz" więc walczę. Walczę, mając milion momentów zwątpienia. Czasem mam wrażenie, że inni uważają, że jest już dobrze. Nie, nie jest i raczej nigdy nie będzie. Teraz to nie ma znaczenia, bo mam wszystko, co jest mi potrzebne. Wspaniałą żonę, która jest ze mną na dobre i złe. Córkę, w której jestem zakochany ponad życie oraz przyjaciół, na których mogę zawsze liczyć.
W tym roku znalazłem ponownie pasję oraz poznałem ludzi, którzy we mnie uwierzyli. Dali mi szansę w branży, z którą wiąże przyszłość. Będę im za to zawsze wdzięczny.
Kiedyś przed chorobą, gdyby ktoś mnie zapytał, czy jestem szczęśliwy, to bym odpowiedział, że jestem w miarę zadowolony z życia. Teraz mimo tego, co się dzieje, tego, co opisałem powyżej. Jeśli ktoś by zadał mi to pytanie, to bym odpowiedział, tak, jestem bardzo szczęśliwy, bo doskonale pamiętam, co było wcześniej... Jak mógłbym teraz nie doceniać spaceru, jak jeszcze niedawno miesiącami nie mogłem wyjść z łóżka.
Moje ogromne ograniczenia w każdej dziedzinie nauczyły mnie jak cieszyć się z małych rzeczy. Jak doceniać wyjście z żoną do restauracji, gdy ciepły wiatr muska mi skórę. Wtedy sobie myślę, że jestem naprawdę szczęśliwy.
W celach na ten rok mam zapisane
" zmniejszyć tramal do 2-3 tabletek dziennie do końca roku" Zakładam, że się udało... Podsumuję to wszystko prosząc o jeszcze jeden dzień bez tramalu, tylko jeden dzień, a potem?
Potem zobaczymy...
Komentarze
Prześlij komentarz